DO RAJU JESZCZE DALEKO

Kiedyś gruźlicę określano mianem choroby suchego

powietrza lub po prostu romantycznym schorzeniem, które dotykało największe artystyczne dusze. Dziś nic tak nie wysusza skóry jak klimatyzacja w biurowcu pnącym się ku niebu. Albo zamknięta przestrzeń galerii handlowej wypełniona kolorowymi marzeniami. Albo najnowszy model samochodu na niekończącej się drodze do pracy. Czy zatem mówimy o poszukiwaniu leku i terapii, czy może ucieczce przed śmiercią duszy, która powoli zajmowana jest od dołu niczym płuca gruźlika? Czy wyjątkowy klimat Gór Suchych jest celem samym w sobie, czy może jedynie środkiem do czegoś innego, znacznie dalszego punktu?

 

Jest czyste, świeże powietrze lokalnego mikroklimatu. Dźwięk świerszczy towarzyszący gwiaździstemu niebu. Zioła z przydomowego ogrodu suszące się nad kominkiem. Ale też niekończące się naprawy drogi niszczonej przez kolejne ulewy. Silne przyjaźnie z podobnymi do nas i jeszcze silniejsze dramaty. Brak rówieśników w okolicy dla małoletniego syna i jeszcze bardziej dotkliwy brak pracy przynoszący realne zmiany na koncie. 

 

Nawet jeśli oddycha się pełnymi płucami, to i tak czasami ciężko jest złapać oddech.

Tekst: Beata Bartecka